sobota, 16 maja 2015

Hidden Message

 


    Luhan był jednym z wielu uczniów, uczęszczających do Akademii w Seulu. Nie wyróżniał się niczym
specjalnym. Uczył się przeciętnie, jego rodzina mieszkała w ubogim domku na przedmieściu, nawet nie miał przyjaciół. Był samotny, czasem brakowało mu kogoś, komu mógł by się wyżalić, czy nawet wspólnie spędzić z nim czas.

    Po szkole odwiedzał miejsce, gdzie mógł pozbierać myśli i oderwać się od codziennej monotonni. Dach Akademiku, tam spędzał godziny. Nikt tam nie zaglądał, więc obawy, że ktoś mógłby go przyłapać minęły z czasem. Zdarzało się, że tracił poczucie czasu, wtedy oglądał jak piękny zegar ognisty znika za horyzontem. I tak było zawsze odkąd sięgał pamięcią.

    Pewnego razu, wchodząc da dach ujrzał postać. Chłopak. Odwrócony plecami do Luhana stał blisko krawędzi dachu. Bez zastanowienia, Luhan podszedł bliżej. Chłopak miał jasne blond włosy, potargane przez wiatr, ciemne obcisłe rurki, zarzuconą skórzaną kurtkę i ciężkie buty.

    - Umm, przepraszam - zaczął Luhan.

    Chłopak odwrócił się w stronę rozmówcy. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Oczy miał szkliste, jakby płakał. Zdawał się nie zwracać uwagę na Luhana, odwrócił głowę w drugą stronę i obserwował okolicę.

    - Nie wiem czy wiesz, ale to moje miejsce - dodał.

    - Nie widzę żeby było gdzieś podpisane - odpowiedział, wyjmując paczkę papierosów z kieszeni kurtki.

    - Nie wolno palić na terenie szkoły - powiedział, przenosząc wzrok na dłonie tajemniczego chłopaka.

    Ten jednak tylko prychnął, wypuszczając dym papierosowy. Zszedł z małego murka, na którym stał i podszedł w stronę Luhana.

    - Sehun - przedstawił się.

    - Lu-Luhan - odpowiedział mu - nie kojarzę cię, chodzisz do tej szkoły? - zapytał.

    - Można tak powiedzieć - wzruszył ramionami, rzucając niedopałek papierosa za ziemie.

    Od tamtego dnia, osoba Sehuna zaintrygował go. Chciał go dogłębnie poznać, jego marzenia i fantazje. Może dlatego, że czuł w nim coś innego, odróżniającego się od codzienności.

...


     Sehun zaczął coraz częściej odwiedzać dach. Potrafili przesiedzieć tam cały dzień, dużo rozmawiali, choć właściwie Luhan gadał, a Sehun słuchał. Czasem ma wrażenie, że Sehun się wyłącza i jest myślami w innym świecie. Mało mówi o sobie, w przeciwieństwie do Luhana, ten streścił mu całe swoje monotonne życie, co nie zbyt interesowało Sehuna. Okazało się, że Lu jest starszy od Sehuna, o niecały rok.

    - Właściwie... - zaczął - co ty wtedy robiłeś na dachu? W ten dzień ,w którym się poznaliśmy? - zapytał.

   Sehun odwrócił głowę w drugą stronę, uciekając wzrokiem od Luhana.
    - Chciałem się zabić - odpowiedział.

    Luhana zamurowało. Czemu taki chłopak jak Sehun, chciałby się zabić? Nastała niezręczna cisza, Luhan szukał odpowiednich słów by nie palnąć czegoś głupiego. W jego głowie panował istny chaos. Nie umiał dobrać słów.

    - J-Jak to? Dlaczego? - zapytał.

    Sehun prychnął, wyciągając z paczki papierosów szluga.

- Widzisz Luhan... - zaczął, zaciągając się dymem papierosowym - nie każdy ma tak spokojne życie jak ty. Narzekasz na monotonne życie, czego ja nie mogę powiedzieć. Pewnie nigdy nie jarałeś trawki, nie paliłeś, nie piłeś, ani nie złamałeś prawa. - powiedział.

    Sehun podniósł się szybko, rzucając szluga na ziemie. Spojrzał na zaskoczonego Luhana i zdeptał palącą się jeszcze niedopałkę papierosa. 

    - Zmywam się stąd, i tak nic nie rozumiesz - wycedził przez zęby, po czym odwrócił się na pięcie w stronę drzwi prowadzących na klatkę schodową.
    Luhan podążył za śladami Sehuna, nie wiedział czemu to robi, ale coś ciągnęło go do niego. Może to, że nie ma nikogo bliższego niż Sehun? Może dlatego, że nie chce stracić jedynej osoby, z którą ma kontakt?

    - Czekaj! Sehun! - krzyknął, łapiąc chłopaka za nadgarstek.

    Sehun odwrócił się na pięcie, wyrywając nadgarstek z uścisku Luhana.

    - Czego chcesz? - powiedział, oziębłym tonem. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.

    - Chce zrozumieć - odpowiedział.

    Sehun jedynie parsknął śmiechem, po chwili jednak zauważył poważny wyraz twarzy chłopaka obok. Nigdy nie pomyślałby, że ktoś taki jak on chce go zrozumieć. Uważał Luhana za naiwnego, za takiego, który zrobi wszystko by zatrzymać kogoś przy sobie. Sehun wiedział, że Luhan nie ma nikogo poza nim. Postanowił to wykorzystać.

    Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, wyciągnął jednego i skierował w stronę Luhana. Ten jedynie mruknął pod nosem, w ramach odmowy.

    - Mówiłeś, że chcesz mnie zrozumieć - powiedział, podchodząc bliżej Luhana - więc bierz tego szluga.

    Luhan zastanawiał się dłuższą chwilę, czy aby na pewno to dobry pomysł. Mama zawsze powtarzała mu, że palenie jest niezdrowe i można się łatwo uzależnić. Jednak on nie chciał stracić Sehuna. Chciał żeby chłopak się przed nim otworzył, musiał się poświęcić by zatrzymać przy sobie chłopaka.

     Wyciągnął nieśmiało dłoń, i wziął szluga z rąk Sehuna. Nieśmiało włożył go pomiędzy usta. Wziął zapalniczkę od Sehuna i podpalił.

    - No dalej, zaciągnij się.

    Na te słowa Luhan wciągnął dym papierosowy. Po chwili wypuścił szluga z dłoni i zaczął się dusić. Nie mógł złapać oddechu, upadł na ziemie kaszląc. Gardło zaczęło go piec, a głowa boleć. Sehun na ten widok klęknął obok Luhana, mierzwiąc mu włosy.

    - No pięknie, nawet zaciągnąć się nie umiesz - zaśmiał się.
...

    Znajomość Sehuna z Luhanem znacznie się pogłębiła. Obawy Luhana się spełniły. Po ciągłym namawianiu Luhana by palił i nauczył się zaciągać, chłopak zaczął sam sięgać po papierosy. Nie spotykali się tylko na dachu. Sehun zapraszał Luhana na każdą imprezę zorganizowaną przez jego kumpli, przez co Luhan zaczął opuszczać szkołę, jednak nie przejmował się tym póki Sehun jest blisko niego. Zaczął sięgać po alkohol i z czasem po używki. Nie chciał tego, nie chciał wciągać się w to bardziej, lecz robił to, dla Sehuna.
   Z czasem, sytuacja nie zmieniała się, ciągłe wagary, imprezy, używki. Luhan zyskał nowe życie, dzięki Sehunowi. Chłopak chciał być taki jak on, wolny, bez zobowiązań. Nie pytał już więcej o incydent na dachu, uważał że z czasem dowie się całej prawdy.

    Sehun wyciągnął Luhana z tłocznego parkietu do łazienki. Wciągnął ich do jednej z kabin, przed tym sprawdzając czy nikogo nie ma. Sięgnął po coś do kieszeni.
    - Brałeś kiedyś coś mocnego? - zapytał.

    Luhan jedynie pokręcił głową.

    - Kokaina - powiedział, wyciągając woreczek z białym proszkiem w środku.

    Źrenice Luhana powiększyły się kilka razy. Bał się brać czegoś tak mocnego.
    - Jeśli nie chcesz, twoja strata - odburknął, wzruszając ramionami , i spojrzał na narkotyk - żałuj - dodał. 

    - Nie chce żałować, chce cię zrozumieć - odpowiedział i spojrzał na usta Sehuna. Po momencie przywarli do siebie. Całowali się z pasją i zachłannością, jakby byli jedynymi ludźmi żyjącymi na planecie. Ich języki plątały się we wspólnym tańcu, a ciała napierały na siebie.
    - Chce cię poczuć, Sehun - wyszeptał. 

    Ich usta ponownie przywarły do siebie. Ręce Sehuna powędrowały do góry, szarpiąc Luhana za końcówki włosów, chłopak jęknął z bólu odchylając głowę do tyłu, dając łatwy dostęp Sehunowi do szyi. Chłopak bez zastanowienia zaczął zostawiać malinki, na gładkiej skórze starszego, chciał udowodnić wszystkim, że Luhan należy do niego. 

    Ich ubrania w mgnieniu oka znalazły się na podłodze. Nadal całując się namiętnie, młodszy pieścił dumę Luhana, który wydawał z siebie przytłumione jęki. 

    Sehun oderwał się od miękkich ust Luhana, przyszpilając go do ściany. 

   Starszy włożył pierwszy palec, chcąc przygotować tym Luhana, ten jęknął cicho. Po chwili dołożył drugi, a za nim trzeci palec. Rozciągnął go w środku i wyjął palce, by zastąpić je czymś większym.

    Sehun uśmiechnął się przebiegle, po czym jednym ruchem wszedł w Luhana. Zero czułości, delikatności, tylko pożądanie i ból. Sehun nie czekał, ąż chłopak przed nim się przyzwyczai, zaczął wchodzić w niego szybko i głęboko. 

    Luhan brał kolejne hausty powietrza, zaczął jęczeć z przyjemności. Poczuł dłoń na jego penisie, która zaciskała się wraz z ostrym pchnięciem. Już po chwili ujrzał pierwsze krople spermy. Z nadmiaru gorąca przyłożył gorący policzek do kafelek. Ostatni głośny jęk, Sehun doszedł zaraz po Luhanie. 

    Serce Luhana biło mocno, jego oddech był przyśpieszony, a jego nogi drżały nie pozwalając na dalsze stanie, przez co upadł na kolana. Był zadowolony i wykończony zarazem, nie miał siły spojrzeć na Sehuna, który zaczął się ubierać, by po chwili zostawić Luhana zupełnie samego. Tak właśnie Luhan stracił dziewictwo. W nieznanym klubie, w łazience, z Sehunem.

    ...

    Każda impreza kończyła się tak samo, najpierw wspólnie ćpali, na końcu i tak trafiali do łazienki. Luhan rzucił szkołę by być bliżej Sehuna, który pomieszkiwał u niego. Chłopak nie chciał zdradzić swojego powodu, przez który uciekł z domu. Jednak Luhan w głębi serca ma nadzieje, że pozna prawdę. Chłopak był na każde zawołanie Sehuna, przychodził wszędzie gdzie miał przyjść, odbywali stosunek gdy tylko Sehun miał na to ochotę, był jego prywatnym lokajemi dziwką. Luhan nie mógł się uwolnić od młodszego. Był dla niego wszystkim, kochał go, tak, był tego pewny. Pokochał Sehuna, bo to on jako jedyny nie zignorował go, on jako jedyny wysłuchaj jego bezsensownej gadki, on jako jedyny pozwolił mu oderwać się od szarej rzeczywistości.

    Było już po północy, Luhan siedział skulony na parapecie, czekając na Sehuna. Zawsze tak na niego czekał, nieważne o której godzinie wracał, czekał. W końcu ujrzał postać, zmierzającą w jego kierunku. Szybko wybiegł z domu, by przywitać Sehuna. Chciał rzucić się w jego objęcia, ale wtedy zamarł. Chłopak ledwo dychał, miał podartą koszulkę i siniaki na całym ciele. Z rozciętej wargi wypływała krew.

    - S-Sehun, Boże... - zaczął, podchodząc do chłopaka, by pomóc mu dojść do domu.

    Sehun jednak nie chciał jego pomocy, odepchnął kruche ciało Luhana do tyłu, aż ten upadł.

    - Złaź mi z drogi, sam sobie poradzę - powiedział.

    Luhan leżał tam jeszcze przez chwilę, jeszcze nigdy Sehun się tak do niego nie odnosił, jeszcze nigdy nie wracał tak pobity. Zaczął się martwić, chciał mu pomóc, ale dobrze wiedział, że chłopak odrzuci jego starania.

    Ten nocy także odbywali stosunek, jednak był on inny od reszty. Sehun nie dbał o zadowolenie Luhana, był dla niebo oschły, zdarzało mu się uderzyć Luhana, a czasem nawet zbyt mocno szarpnąć za włosy.
Wchodził w niego głęboko i mocno, nie zwracał uwagi na głośnie szlochanie Luhana.

    - Lubisz to, suko - powiedział, gdy czuł, że spełnienie jest blisko.

Tej nocy Luhan nie zmrużył oka, leżał na skrawku łóżka, a jego policzki zdobiły łzy. Od tamtej nocy bał się Sehuna, jednak nadal nie mógł się od niego uwolnić. Nie chciał go stracić, za bardzo go kochał.

...
    Z dnia na dzień było jeszcze gorzej. Seks był brutalniejszy, gdy tylko coś szło nie po jego myśli, wyżywał się na Luhanie. Ten jednak nie poddawał się. Miłość zaślepiła go, nie czuł bólu, jakim Sehun go obdarzył. Liczyło się, że jest blisko i to było najważniejsze.

   Luhan wytrwał do dnia, w którym Sehun się zmienił. Zaprosił go na ten sam dach na, którym po raz pierwszy się spotkali. Było późno, na niebie widać było już gwiazdy. Spędzili ze sobą cudowny wieczór, piknik pod gwiazdami. Wszystko byłoby cudownie, właśnie byłoby.
    - Przepraszam, Lu - zaczął, łzy spływały mu po policzkach. 

    - Sehun, hej, o co chodzi? - zapytał.

    - Nie zasługujesz na mnie, tak bardzo przepraszam. 

    Sehun wstał z miejsca podchodząc na skrawek dachu, przyglądając się otoczeniu. Luhan podążył za nim, podchodząc tuż obok.

    - Wtedy, chciałem się zabić... - powiedział - bo nie dawałem sobie rady. Rodzinna sytuacja mnie wykończyła. Lecz wtedy, ty. Przerwałeś mi, gdy zobaczyłem twoją delikatną buzie, wszystkie złe rzeczy uciekły. Chciałem być z tobą. - dodał - ale teraz, jest tak samo. 

    - Sehun, powiedz mi, o co chodzi? - zapytał.

    - Jesteś moim problemem, Luhan - odpowiedział, spoglądając na starszego - a problemów trzeba się jak najszybciej pozbywać. 

     W tym samym czasie, z czarnej marynarki wyjął pistolet. Luhan stał jak wryty, jego oczy zaczęły się szklić. Wycelował lufą w stronę starszego. Jego oczy łzawiły jeszcze bardziej niż na początku, ręce trzęsły się jak nigdy dotąd. 

    - Na kolana - powiedział. 

   Chłopak wykonał polecenie, upadł na kolana, patrząc błagalnym wzrokiem na Sehuna.

    - Proszę - załkał - nie rób te...

    - ZAMKNIJ SIĘ! - przerwał mu, wydawał się spięty i roztrzęsiony. 

    Podszedł bliżej starszego, klękając obok niego przyłożył zimną lufę do jego ust. Po policzkach Luhana zaczęły spływać coraz większe łzy. 

    - Otwórz - powiedział - tu się wszystko zaczęło, tu się skończy - dodał.

    Starszy jedynie pokręcił głową patrząc jedynie w oczy blondyna. 

    - Powiedziałem otwórz! - krzyknął, szarpiąc Luhana za włosy. 

    Po chwili zimna lufa znajdowała się w buzi młodszego. Ręka Sehuna gładziła delikatny policzek Luhana. 

    - Tak bardzo przepraszam. 

    Blondyn opuścił głowę, zawahał się, czy na prawdę chce to zrobić?

    - Kocham Cię, Lu - powiedział, po czym pociągnął za spust. 

    Ciało chłopaka bezwładnie upadło na ziemie, Sehun wpatrywał się w martwego Luhana. Zaczął szlochać jeszcze głośniej. Upadł na kolana, zaczął krzyczeć i walić pięścią w ziemie. 

   Jednak Luhan był szczęśliwy, usłyszał to co najbardziej chciał usłyszeć z ust Sehuna. Był szczęśliwy, bo wiedział, że Sehun go kocha.